Był dosyć chłodny wieczór. Księżyc już wschodził oświetlając tereny
watachy. Szedłem sobie przez Świecący Las rozmyślając o wszystkim i o
niczym gdy w oddali usłyszałem słodki dźwięk harmonijki. Byłem ciekawy
kto tak świetnie gra więc poszedłem za tą melodią. Doprowadziła mnie ona
do wielkiego drzewa. Okrążyłem je i na ziemi zobaczyłem dosyć małego
czarnego kociaka. Był tak zajęty graniem i nawet nie zauważył że coś 5
razy większe od niego stoi nad nim przyglądając się mu uważnie. Po
chwili chrząknąłem i zacząłem rozmowę:
-Cześć! Mam na imię Izzy. Należę do Watachy Pełni i mieszkam tutaj niedaleko. Bardzo ładnie grasz.
Kot był trochę zdezorientowany i wyglądął tak jakby chciał ucieć.
Popatrzał na swoją harmonijkę, wziął głęboki wdech i odpowiedział
podając mi łapę na przywitanie:
-Jestem Muffin. Urodziłem się na terenie Magicznej Góry Lodowej ale nie
odpowiadał mi klimat tam panujący dlatego błąkam się po lesie szukając
odpowiedzniego miejsca dla siebie.-
Teraz Muffin wyglądał na bardziej wyluzowanego, pewnie zrozumiał że nie chcę mu zrobić krzywdy.
-Próbowałem zagrać kawałek "Blowing in the wind" jednak nie do końca mi wychodzi.- kontynuował swoją wypowiedź.
-Mogę Ci pokazać- zaproponowałem z uśmiechem.
-Naprawdę? Byłbym wdzięczny!- Muffin entuzjastycznie odpowiedział
podając mi swój instrument. Usiadłem obok niego i z przejęciem zacząłem
grać. Spędziliśmy miło czas razem grając i rozmawiając.
-Przepraszam już późno, muszę iść. Moja dziewczyna będzie się o mnie
martwić.- wstąłem z ziemii i spojrzałem na swojego kumpla. -Możesz iść
ze mną. Chyba że wolisz zostać tu sam. Mam dosyć dużą jaskinię, na pewno
znajdzie się tam miejsce i dla Ciebie przyjacielu.- Dodałem uważnie
obserwując reakcję kota. Wydawał się być szczęśliwy i w jego oczach
widziałem wdzięczność.
-Oczywiście! Nawet nie wiesz jak się cieszę.- Muffin aż podskoczył z
radości i przyjacielko przytulił. Zebrał swoje rzeczy i wesoło
pomaszerowaliśmy do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz